8 lip 2017

Prosto z kazachskiej wsi.

Prosto z kazachskiej wsi.
Leżę za kotarą z nocy i poza mną nie śpią juz tylko gwiazdy. Rozwiązuję rebus z własnych emocji. Jestem akurat na literze M, a na M to ja znam tylko miłość i marmoladę, chociaż często mam wrażenie, że to jedno i to samo. Ciemność wlewa się przez zachłannie otwarte okna i drzwi, niosąc ze sobą pieszczotliwy powiew chłodu, ale też wszystko czego nie chcę bliżej poznać. Nieczęsto sypiam w otwartym domu, a co dopiero w takim, w którym drzwi okazują się zbędne przez całą dobę. Dźwiękami ulubionego utworu zagłuszam zażartą dyskusję mieszkańców okolicznych pól i drzew - mikroświata, który podobnie jak ja zapadł na bezsenność i zaciekle to komunikuje. Czas płynie tutaj tak wolno, że rejestruję go klatka po klatce i muszę mu dawać cukierki na zachętę, aby spróbował choć odrobinę przyspieszyć. Stawiam, że to magia nieposiadania internetu, a może głębokiej separacji od wszystkiego. Ostatnie tygodnie niesypiania w mieście zamieniłam na niesypianie w górach. Tutaj w objęciach Kazachstanu przynajmniej mam ku temu dobry powód.

Spoglądam na wschód słońca, kiedy uświadamiam sobie, że próbuję zasnąć od wczoraj. Kolejna nieprzespana noc. Nawet już nie liczę która tym razem w miejscu, w którym cywilizacja wydaje się tylko odległą przyszłością. Leżę tak długo, że 5 rano wydaje mi się głębokim popołudniem, a wszystkie godziny zlewają się w jedno. To jeden z niewielu momentów w którym mogę być sama, a moje myśli nie spływają strugami potu. Zaczynam pisać, aby nadrobić poczucie zmarnowanego czasu.

Mieszkamy na daczy, w skromnym domku w górach około 40 minut jazdy od Almaty, w którym najbardziej upodobałam sobie jurtę w ogrodzie. Nie ma tu zwyczajnej toalety, ciepłej wody, ani tym bardziej kontaktu ze światem ale jest dużo tego, czego nie ma nigdzie indziej. Od prawdziwej śmietany, o smaku i zapachu beztroskiego dzieciństwa do ludzi, których uśmiech otwiera nawet te dawno zaryglowane przeze mnie drzwi.

Nasłuchałam się o gościnności Kazachów, ale kiedy jej doświadczam ogarnia mnie wzruszenie. Opiekują się nami znajomi i ich wszyscy bliscy. Akcja zorganizowana jest na wielką skalę, więc w domu jest zawsze głośno i tłoczno, prawie codziennie od kogoś innego. Okazują nam tyle serca, że nie czuję, abym kiedykolwiek na to zasłużyła, więc zaczynam się alienować. Przed obliczem tak bezinteresownego dobra pragnę się ukryć marząc, że w drodze powrotnej zabiorę ich ze sobą, aby już zawsze czuć przy sobie taki ogrom ciepła. Zazwyczaj na ludzką sympatię trzeba zasłużyć, oni darzą Cię nią na kredyt tylko dlatego, że lubi Cię ktoś kogo lubią oni.

Dni spędzamy przy herbacie z mlekiem, suto zastawionym stole i pod gradobiciem pytań dzieci, które pod każdym niebem są tak samo spragnione uwagi. Gdybyśmy tylko potrafili uczyć się od nich ufności i autentyczności świat byłby wspaniałym miejscem. Jeździmy w góry, łapiemy motyle i pająki do słoika, a małe skośne oczy wpatrują się w nas z niewinnością, przed którą nie umiem się obronić. 

Jak to zwykle u mnie bywa właśnie w tłumie dopada mnie samotność. Ta najczarniejsza, co to pojawia się w najmniej odpowiednim momencie, takim od którego nie ma drogi ucieczki podobnie jak od długich i bezsennych nocy. Jest drapieżna, domaga się ofiar i dotrzymuje mi towarzystwa od zmierzchu, aż po świt. Igra ze mną tłocząc do głowy myśli, których wcale nie zapraszałam, a ja zaczynam potrzebować ramion, które odseparowałyby mnie od nich jak żelazne grodzie.

Warunki są tak sprzyjające, że otworzyłabym tu sklep z ramionami, które chronią i pozwalają ukryć się przed wszystkimi łącznie z samą sobą. Wzięłabym kilka do tego epicentrum spokoju lub jakieś pożyczyła, ale akurat wszystkie które znam śpią albo są zajęte, więc próbuję się ratować przytulając do świata. Postanawiam zgubić wszystko w górach. W Alpach działało be zarzutu tu też powinno. 
Wybieramy się do Shymbulak, resortu narciarskiego, który o tej porze roku wabi zielenią i przypomina mi po co tu przyjechałam i że wcale nie chodzi o ser i mleko prosto od krowy. Wjeżdżamy na 2260 m.n.p.m najwyższy dostępny punkt poza sezonem, gdzie świat nie ważne jaki byłby w rzeczywistości zawsze wydaje się ładniejszy. Marzyłabym, aby na wszystko w życiu można było dostać taką gwarancję, jak na atrakcyjny widok powyżej pewnego poziomu.

Kolejka wiezie nas około 20 minut podczas których zaczyna do mnie docierać, że jeśli siedzę wygodnie i nie forsuję podejścia na własnych nogach to chyba jestem na urlopie i chętnie już na nim zostanę.

Na szczycie można nocować, jest restauracja i co zabawne piekarnio - kawiarnia sieci PAUL, ta sama którą w Pradze mijam codziennie w drodze do domu.

Zaczyna mnie drążyć ta nieustępliwa myśl o tym, że wszystko się kiedyś skończy, a ja ani trochę nie jestem gotowa na koniec. Ledwo postawiłam nogę na kazachskiej ziemi, a już walczę z lękami o powrocie i o tym co potem w obawie, że już nigdy żadnego nie będzie. Kazachstan jak żaden dotąd kraj serwuje mi strachy o dużych oczach, a także trudny do udźwignięcia patriarchat i nieco wymagające spojrzenie. Próbuję ocalić teraźniejszość kreśląc plan na niezbyt odległą przyszłość.

Reanimuję się myśleniem o kolejnych podróżach. Takich na długo i daleko i tam gdzie nie dogoni mnie to czego nie chcę nawet moje własne cienie. Dopiero ta świadomość przynosi mi ukojenie. W tym wypadku nawet byle jaki plan jest lepszy, niż jego brak, bo najgorzej to nie mieć na co czekać.

Paradoksalnie to myśl o potem przynosi mi ulgę na tyle, że zaczynam czerpać przyjemność z tu i teraz, którego Kazachstan mi ani przez chwilę nie skąpi.

Jeszcze nigdy nie stałam na ponad 2000 metrów w japonkach, ale teraz stoję, bo tak się kończą plany wyjazdu z Kazachami do miasta. Powietrze późnym popołudniem ma 35 stopni, ale na tej wysokości jest doskonałe. Brakuje nam czasu, aby iść wyżej bo tak bardzo postanowiliśmy się tu z niczym nie spieszyć, że póki co udaje nam się tylko to. Wkrótce zamykają wyciągi i musimy zdążyć na ostatni przejazd więc staram się kodować w głowie każdy kadr. Kazachstan express.

Tego dnia wracając do domu mijamy stado koni wędrujących samopas środkiem ruchliwej ulicy. Z czasem przekonuję się, że to równie zwyczajny widok, co lawirowanie samochodem między krowami w centrum miasta czy jurty, które ma tu chyba każdy tak jak u nas w oczywisty sposób nie ma ich nikt. Wpadamy prosto w noc, która stanowi obietnicę kolejnej biesiady w gronie Kazachów. Kończymy dzień i witamy nadchodzący przy hektolitrach herbaty, mężczyźni dodatkowo przy alkoholu, a ja wpatruję się w gwiazdy, szukam w nich bliskich i próbuję nie dać sobie już ukraść żadnej obecnej chwili. 

Adres :
Shymbulak Ski Resort
Almaty 050020,Gornaya str. 640 B

24 komentarze:

  1. Ach te ucieczki, a od siebie nie sposób uciec, więc wszędzie, gdzie się ulokujesz, świat i myśli Cię dogonią. Dlatego miej dobry czas i akceptuj, to co przychodzi i odchodzi. Piękne masz widoki i odrobinę zazdroszczę, ale tak mocno pozytywnie. Ucałowania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami się udaje, ale jest raczej tak jak mówisz. Akceptacja to najtrudniejsza sztuka. Ściskam Cię ciepło.

      Usuń
    2. Pięknie Ci w tej kazachskiej zieleni :) dobrze, że jesteś :***

      Usuń
  2. Zaskoczyłaś mnie kierunkiem wędrówki ale gościnnością nie, im bardziej na wschód od nas tym się robi bardziej gościnnie

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ bajeczne widoki! Myślę, że Bina też się nimi zachwyci ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W podrozy troche zaniedbalam czytanie blogow mama dala mi znac, ze jestes w Kazachstanie, wiec zajrzalam od razu :)
      Coz za fantastyczne miejsce do niespieszenia sie. Trzymaj sie cieplo!

      Usuń
  4. piękne krajobrazy, fantastyczne widoki i niezapomniana przygoda :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne widoki. Zauważyłam, że góry ostatnimi czasy na stałe wpisały się w Twoje CV ;) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie wiem jak to się stało :) Pozdrawiam.

      Usuń
  6. No Paniusiu Kochana, nie nadążam za Twoimi wyprawami :) Ledwo zakotwiczyłam w Alpach z przelotem do Pragi, a Ty już w Kazachstanie :) :) :) A poważnie, to świetnie napisane.... moje własne myśli. Dziękuję, lepiej bym ich nie wyraziła. A co do widoków, to są piękne, bo w górach zawsze tak jest. Do tego gościnność i przyjaźnie nastawieni ludzie... I tak można wypoczywać. Tylko tej herbaty z mlekiem chyba bym nie zdzierżyła :) Uściski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha, też próbuję za sobą nadążyć, ale jeszcze bardziej staram się nie przegapić żadnej okazji, którą podsuwa życie. Do herbaty z mlekiem podchodziłam równie nieufnie, a teraz piję tylko taką :) Ściskam ciepło.

      Usuń
  7. Cudowny krajobraz, cudowne zdjęcia! Kusisz oj kusisz wyprawami w mniej znane rejony! Zakochałam się w tych krajobrazach!

    OdpowiedzUsuń
  8. Powiedz lepiej Kochana, co to się stało, że Cie tak daleko wywiało??? A poważnie to piękne rejony, ja na przykład marzę o Gruzji. Może kiedys sie spełni?
    Pozdrawiam i delektuj się, delektuj! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Takie wpisy mogłabym czytać bez końca - podziwiać gwiazdy i pochodzić po górach to moje małe marzenie :) Jak zawsze podziwiam Twoje wyprawy i trzymam kciuki za dalsze!

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeeezuu... jak Ty pięknie piszesz! <3
    Rozpływam się nad miłością i marmoladą - świetne porównanie.
    Muszę tam pojechać.

    OdpowiedzUsuń
  11. zawsze jak czytam o czyjejś totalne gościnności to mam wyrzuty sumienia, ze ja bym tak nie umiała. i nawet jako gość nie wiedziałabym, co z nią zrobić, bo tylko bym myślala o tym, jak ja sie odplace? nie walutą, ale dobrocią.

    ech, do niedawna tak się cieszyłam, że ja wyjeżdżam żeby sobie życie urozmaicić, a nie dlatego że od czegoś uciekam, ale to już było, minęło. co zrobić, jak żyć, skoro zawsze, po tygodniu czy po roku, jest jakiś powrót do czegoś? czasami chcialabym juz być stara i madra i nauczyć się tak po prostu akceptowac i przyzwyczajac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akceptacja to dla mnie najtrudniejsza sztuka. A z gościnnością mam to samo. Im milej tym gorzej na sumieniu :)

      Usuń
  12. piękne widoki, normalnie oczu nie można oderwać ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam nadzieję, że kiedyś doczekam się Twojej książki. Niesamowicie piszesz. Tak poetycko, z nutą finezji. Do tego zdjęcia z tymi przepięknymi krajobrazami...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, to byłoby spełnienie marzeń, ale kto by to czytał. Pozdrawiam ciepło ;)

      Usuń
  14. Przeczytałam z wielkim zainteresowaniem.
    Kto by czytał Twoje książki - na przykład ja... :)
    Jest pięknie, intrygująco pięknie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, jakie to miłe :) Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  15. I hope someday I will see your book. You are writing amazingly So poetic, with a note of finesse. To this picture with these beautiful landscapes ...

    หนังใหม่

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...